Wujek od dawna mi powtarzał – nie ma pewniejszych zawodów niż te budowlane. Tak długo jak ludzie będą żyli, ktoś będzie budował coś nowego. Faktycznie, ciężko było się z tym nie zgodzić. Stwierdziłem, że może rzeczywiście odpuszczę sobie moje nierealne sny o karierze aktorskiej, i zamiast tego skoncentruję się na prawdziwym zawodzie godnym stu kilogramowego mężczyzny jakim byłem – postanowiłem, że moim zajęciem będzie frezowanie cnc.

Musiałem się wszystkiego nauczyć

toczenieWujek jak to usłyszał to był jednocześnie zadowolony, i niezadowolony. Z jednej strony chciał, żebym poszedł w tym kierunku, ale nie chciał żebym poszedł dokładnie w tę specjalizację. Według niego znacznie lepszym rozwiązaniem dla mnie byłoby toczenie cnc, jeśli musiałem już wybierać coś z tego. Spytał mnie czemu nie po prostu obróbka skrawaniem tak jak on. Czy mi się coś w tym nie podobało? Grunt w tym, że nawet całkiem mi się podobało, ale przeglądając ogłoszenia o pracę nie było zbyt wiele ofert na skrawanie. Co miałem robić w tej sytuacji? On by mnie raczej nie wkręcił do swojego zakładu, bo nie potrzebowali więcej niż jednej osoby która się tym zajmowała, z kolei nie uśmiechało mi się jeździć przez cały Śląsk do pracy, bo na dojazdy traciłbym więcej czasu niż na pracę. Do tego dochodziły koszty. Autobus w jedną i w drugą stronę kosztowałby mnie sporą część wypłaty. Nie powiem, żeby mnie to w jakikolwiek sposób zachęcało do takiego rozwiązania. Niby na miejscu były ogłoszenia w stylu „dla fachowca wiedzącego co to obróbka cnc praca d zaraz”, ale zwykle do tego był wymóg posiadania doświadczenia, którego nie miałem. Pomimo, że rodzina zawiodła się na tym, że nie poszedłem na studia, a wujek, że wybrałem frezowanie cnc, ja wiedziałem, że to bardzo dobry pomysł. Kurs nie miał trwać długo, a instruktor zapewniał mnie, że pomoże mi znaleźć pracę. Jego znajomy szukał dobrego fachowca, a on widział po mnie, że będzie ze mnie dobry specjalista.

Potrzebowałem jedynie wszystkiego się nauczyć i nabrać trochę wprawy, i jak powiedział, robotę znajdę z palcem w nosie, wszędzie, nie tylko na Śląsku, ale i za granicą, o ile nauczę się języka. Mnie jednak wyjazdy nie interesowały. Odziedziczyłem po ojcu patriotyzm – chciałem pracować na rzecz mojego kraju, nie Niemców czy Anglików.

Czytaj więcej na: toczeniestali.pl